wtorek, 22 lipca 2008
Dzień 7 - Rethymno i 8 - lot powrotny

7 dzień, czyli ostatni dzień na Krecie. Rano poszliśmy po raz kolejny do centrum Rethymnonu. Po drodze, przy promenadzie, natknęliśmy się na zegar sloneczny. Zdziwił nas ten widok, bo przechodziliśmy tamtędy prawie codziennie i nie zwróciliśmy na niego wcześniej wcale uwagi :)

W centrum zrobiliśmy zakupy (grecki mocny alkohol ;)) i wróciliśmy do hotelu. Postanowiliśmy po raz ostatni wykąpać się w morzu, poleżeć na piasku...

Później zdecydowaliśmy się na szaleństwo w basenie (odważyłam się w końcu pływać w głębokiej części basenu!) i nie oparliśmy się pokusie i zamówiliśmy przepysznego drinka od naszego szalonego barmana :)

I tak wypoczywaliśmy do kolacji.

Po kolacji ostatni wieczorny spacer promenadą i jeszcze kilka zdjęć na plaży - nie mogłam się oprzeć pokusie :)

 

Po zachodzie słońca byliśmy w porcie

a wąskie greckie uliczki zachwycały nawet po zmroku...

Kolejnego dnia, tuż po śniadaniu przyjechał po nas autobus, który zawiózł nas na lotnisko w Heraklionie. Lotnisko zatłoczone przeraźliwie i greckim zwyczajem - brak istotnych informacji :/

Samolot znów spóźniony o 30 min. I żegnajcie wyspy :( Do zobaczenia :)

 A Kraków zgotował nam pochmurne powitanie 

Dzień 6 - Fodele, Gortyna, Fajstos, Matala

Kolejnego dnia wyruszyliśmy w drogę z samego rana. Po ok 1,5 godzinie jazdy z Rethymnonu dotarliśmy do Fodele.

Jest to malutka wioska, otoczona gajami pomarańczowymi. Jest to rodzinna miejscowość El Greco. Zaparkowaliśmy w "centrum" (duży pusty plac wyglądający jak parking ;) ). Cel: dom rodzinny El Greco, w którym znajduje się poświęcone mu muzeum. Dobrze oznaczona droga prowadziła nas w górę wioski, drogą obok pachnących sadów.

Zanim jednak dotarliśmy do jego domu, zwiedziliśmy maleńki kościółek Panayia (Panagia).

We wnętrzu niestety nie wolno robić zdjęć, więc nie mam jak pokazać, że znajduja się tam (baaaaardzo już zniszczone) freski. Jest też bardzo miła pani, która przebywa tam przez większość dnia i objaśnia wchodzącym turystom co znajduje się na malowidłach i opowiada historię kościółka.

Kilkanaście metrów dalej (pod górkę) znajduje się dom El Greco. Wstęp płatny 4 euro. 

We wnętrzu galeria obrazów (kopie) i maleńki pokoik na samym końcu - pracownia artysty.

Następnie chcieliśmy trafić do niedaleko położonej wioski Anogia, ale niestety greckie znaki (czyt: ich brak) wyprowadziły nas w pole.... I to dosłownie - w pewnym momencie skończyła się wioska a zaraz za nią asfalt :) Jakimś cudem trafilismy na drogę wiodącą na południe od Heraklionu - kolejnym przystankiem była Gortyna (Gortis). 

W Gortynie znajdują się ruiny starożytnego miasta z czasów greckich i rzymskich. W 67 r p.n.e. Gortyna była stolicą prowincji (która obejmowała nie tylko Kretę ale i sporą część Afryki) i liczyła około 30 tysięcy mieszkańców!

Najlepiej prezentującym się budynkiem jest bazylika Agios Titos (Św. Tytusa). Znajduje się tuż za wejściem (wstęp znowu płatny kilka EUR) i zdecydowanie przyciąga wzrok. Jak mogliśmy przeczytać w naszym przewodniku jest to najlepiej zachowana wczesnochrześcijanska budowla na Krecie. Co roku, 23 grudnia, czyli w święto patrona bazyliki jest tu odprawiana msza święta.

 

Odrobinkę dalej znajduje się niewielki budynek, w którym można podziwiać (zza ogrodzenia) Tablice Gortyńskie. Jest to kodeks praw wyryty przez Dorów w 500 r p.n.e - najstarsze źródło prawa greckiego. 

 

Przeszliśmy też na drugą stronę asfaltowej drogi, gdzie znajduje się jeszcze kilka budowli (a w sumie ich ruin) - m. in. praetorium i św. Apollina. Jednak nie mieliśmy mapy (błąd!), dokuczał nam największy upał (godz. 12) a ruiny porozrzucane są po okolicy i nie za wiele zobaczyliśmy. Praetorium juz nie bylo tak imponujące jak to co widzieliśmy wcześniej:

Kolejny przystanek, niewiele dalej - Fajstos. Jak dla mnie równie ciekawe miejsce jak Knossos. Z ta różnicą, że nie zrekonstruowane co daje pole do popisu naszej wyobraźni :)

Cudowne, imponujące i wspaniałe ogromne schody:

Niektórzy może kojarzą nazwę Fajstos z Dyskiem z Fajstos. I słusznie :) To właśnie tu został odnaleziony a zobaczyć go można w Muzeum Archeologicznym w Heraklionie. Polecam artykuł o dysku na Wikipedii. 

Po najgorętszych godzinach spędzonych na chodzenu po ruinach miast i pałaców nadszedł czas na plażowanie :) Dojechalismy w końcu na południe wyspy. Matala. Niegdyś miasto hipisów - teraz doskonale przyciągające turystów miejsce. A co tak przyciąga? Jaskinie wydrążone w skałach.

Miejsce niezwykle klimatyczne i piękne. Czułam się tam doskonale (mimo tego, że zjadłam najmniej smaczny a najdroższy obiad na wyspie) :)

I tym prostym sposobem Matala została moim ulubionym miejscem na Krecie :)

Droga powrotna oczywiście nie obyła się bez przygód :) Według moich dwóch map nie ma drogi w miejscu, którym jechaliśmy :) A jednak nim przejechaliśmy i to po cudownie równym asfalcie :) Który jednak nieoczekiwanie się skończył ;)

Ale obok był inny, już mniej cudny asfalt, który doprowadził nas na miejsce :)

Na koniec dnia, kiedy już oddaliśmy Jimny'ego natknęliśmy się ponownie na mężczyznę sprzedającego rzeźby z drzewa oliwnego. I była tam moja upatrzona już wcześniej rzeźba... No i musiałam. Musiałam kupić :) Oto nasz nowy lokator:

wtorek, 15 lipca 2008
Dzień 5 - Falasarna, Elafonisi, Chania

Dzień 5 pod znakiem górskich wycieczek Suzukim Jimnym :)

Tym razem nienajgorzej oznaczone drogi, po chyba 2,5 godzinnej jeżdzie doprowadziły nas do Falasarny. Miejscowości na zachodnim wybrzeżu.

Z góry prezentuje się tak (cudowna droga pełna serpentyn):

Jest tam mnóstwo upraw w szklarniach i gaje oliwne oraz cudowna plaża i ruiny portowego antycznego miasta. Jako miłośnicy takich miejsc podążyliśmy za znakami "Ancient Falasarna". Cóż mogę powiedzieć? Niewarto.

Wygląda to jak kupa kamieni  ;)

Za to plaża - bajeczna! Muszelkowy raj :) Zbierałam długo i znalazłam ciekawe okazy :) Jeden wiisi już na mojej szyi i przypomina o cudownnych wakacjach :)

Po odpoczynku na plaży ruszyliśmy w dalszą drogę na Elafonisi - tym razem kierunek południe. Przez góry. Baaaaardzo widokowa trasa - serpentyny, drogi szerokości jednego samochodu, które są drogami dwukierunkowymi i coraz wyżej i wyżej... Hardcorowe było mijanie się z ciężarówką :) Zakręt bez barierek, strome zbocze, 200 metrów w dół a tu zza zakrętu słychać trąbienie! Nadjeżdżająca ciężarówka dawała znać, że jedzie i nic jej nie powstrzyma! 

Ja na tej trasie więcej miałam oczy zamknięte niż otwarte, bo wszystkie przepaści były od strony pasażera :/ Ale jak sobie teraz ją przypominam, to cieszę się, że tamtędy pojechaliśmy :)

Na drodze górskiej można też spotkać takie niespodzianki:

A myślałam, że to tylko mity :)

 

Po tej pełnej wrażeń jeździe dotarlismy do Elafonisi :) Bajeczne miejsce, niestety w sezonie za bardzo zaludnione :(

Z lądu przechodzi się na wysepkę na nogach - woda sięga do kolan.

Na wysepce znowu oddałam się zbieraniu muszelek, po czym wyruszylismy w droge powrotną, drugą stroną gór. Trasa bezpieczniejsza, szersza (autobusy tamtędy jeżdżą) i krótsza.

Znaleźliśmy swojsko wyglądającą tawernę i postanowilismy zatrzymać się na obiad.

Jedzenie było przepyszne! najlepsze souvlaki na wyspie :) A po obiedzie jako element zaskoczenia - alkohol.

Dostaliśmy całą karafkę i kieliszki. Nie zapytaliśmy co to. Powąchałam i zapachniało jak wino (chociaż te małe kieliszki mi nie pasowały). No więc wzięłam spory łyk i... prawie zionęłam ogniem! Tak mocnego alkoholu to ja chyba nigdy wcześniej nie piłam! Jak się później okazało to była wódka na bazie winogron - Raki.

Kiedy człowiek po obiedzie myśli, że już spokojnie wróci do hotelu, to nic bardziej mylnego :) Żeby nie było za mało wrażeń jednego dnia, to okazało się, że przed nami wąwóz :)

1,5 kilometra długości, ściany - lite skały wynoszące się na wysokość 300 metrów w górę - a że droga jest mniej więcej w połowie oznacza to, że przepaść pod tobą ma tylko 150 m głębokości ;)

Na szczęście w najgorszym odcinku przejeżdżamy tunelem :)

Po tym tunelu już można spokojnie odetchnąć a adrenalina może sobie opaść :) Po drodze zahaczamy o Chanie. Baaaardzo ładne miasteczko :) 

Zwiedzanie zaczęliśmy od parku - niesamowite drzewa i kwiaty.

I okazja do zobaczenia fikusa monstrualnych rozmiarów (dla obrania odpowiedniej skali - w lewym i w prawym dolnym rogu są ławeczki):

Kolekcja zdjęć lokalnych gwiazd powiększyła mi się o kolejne dwie:

A poza tym zakochałam się w porciku w Chani :) Spodobał mi się bardziej niż ten w Rethymnonie.

I po dniu pełnym wrażen mogłam wreszcie spokojnie usiąść i odetchnąć...

Dzień 4 - Cretaquarium / Knossos / Heraklion przejazdem

Z samego rana poszliśmy do upatrzonej wypozyczalnie samochodów Traffic - bardzo miła obsługa, żadnych problemów, wszystko jasno napisane i w  przyzwoitych cenach :) Mieliśmy wziąć na 3 dni Suzuki Jimny, ale nie był dostępny tego dnia, więc przypadł nam Opel Astra Cabrio na pierwszy dzień :)

Na tamtejszy klimat auto idealne :)

Pierwszy punkt programu to wyprawa głowną drogą krajową z Rethymnonu aż za Heraklion do Cretaquarium. I uważam, że to był świetny pomysł! Rewelacyjne miejsce, byłam zachwycona jak dziecko! Wstęp 8 euro od osoby ale WARTO!

Cretaquarium znajduje się kilkanaście kilometrów zamiastem, na totalnym odludziu (tereny powojskowe). W sumie to myśleliśmy na początku, że zabłądziliśmy ale okazało się, że jednak nie :) 

Trochę liczb:

  • 1,6 mln m3 wody
  • 32 ogromne akwaria
  • 2500 organizmów żywych
  • 200 gatunków morskich stworzeń

Na końcu trasy po Cretaquarium  jest mini-kino z filmami przyrodniczymi. Działa też sklepik z pamiątkami i kawiarnia dla spragnionych :)

Kolejny punkt wycieczki to Knossos. Ale żeby tam dojechać trzeba znaleźć zjazd w okolicy Hreaklionu. A jak juz wcześniej zauwazyliśmy Kreta ma okropnie oznaczone drogi zjazdowe, albo nie oznaczone wcale. Czasem znaki są 100m przed skrzyżowaniem, czasami 1m a czasami za skrzyżowaniem :) Ewentualnie za krzakami, tak że żeby przeczytać to trzeba się zatrzymać i wyjrzeć przez okno.... Za oznakowanie dróg przyznajemy 0 punktów.

A zjazdu do Knossos szukaliśmy dość długo. Dla ułatwienia dodam, że skręcić trzeba tutaj:

 

W Knossos panowie stoją przy drogach i "zaganiają" nadjeżdżających turystów na swoje parkingi. My parkowaliśmy na darmowym przy tawernie, w gaju oliwnym. Od razu wypilismy sobie frappe, ale nie polecam - więcej tam było wody niż jakiegokolwiek smaku :/

 I tym sosobem dotarliśmy do Knossos. Taaaadaaaaam

W największy upał, bo było chyba po trzynastej. Koniecznie trzeba się nasmarować kremem z filtrem, bo można się spiec. Bilet wstepu 6 euro/osoba.

Po koszmarze szukania wyjazdu w heraklionie, nie mieliśmy ochoty na zwiedzania tego miasta. Wróciliśmy więc do Rethymnonu zachwycając się widokami po drodze.

Oddaliśmy cabrio i wracaliśmy promenadą do hotelu przy cudownie zachodzącym słońcu

 

Dzień 3 - my wciąż w Rethymnonie :)

3 dzień postanowiliśmy poświęcić na leniuchowanie i szukanie najlepszej oferty na wynajęcie samochodu.

Dzień zaczęliśmy baaaardzo przyjemnie - od hotelowego basenu :)

Później mozolny spacer promenadą połączony z wchodzeniem do każdje wypożyczalni i pytaniem o ceny... Ale tym zajmował się mąż, ja natomiast wypatrywałam ciekawych miejsc na wieczornego drinka :) I objawiło mi się BoraBora ;)

A że spacer w taki upał jest męczący, to co chwilę trzeba bylo się zatrzymywać i popijać wodę (dziennie na osobę wypijaliśmy conajmniej 2,5 litra płynów)

Moja kolekcja zdjęć pięknych kwiatów powiększyła się o kolejne okazy...

 

 

I ponownie doszliśmy do starego miasta. Bardzo chciałam znaleźć fontannę, o której czytałam w przewodnikach. A kiedy już ją znalazła, to pstryknęłam tylko fotkę mówiącą "Fontanna zaliczona chodźmy dalej".... :/ Zawiodłam się bardzoooo. No bo jak się nie zawieść, kiedy czytasz, że jest piękna i wspaniała, a widzisz coś takiego:

Szybki powrót na promenadę, tym razem poszukiwanie tawerny, w której chcieliśmy zjeść obiad.

A do obiadu pyszne, zimne, greckie piwo :)

Staraliśmy się wypróbowywać różne miejscowe specjały - Musaka, Souvlaki itp. Bardzo spodobał nam się zwyczaj poobiedni - kiedy oznajmiasz, że skończyłeś obiad, razem z rachunkiem dostajesz talerzyk z kawałeczkami arbuza, czasem jakiś alkoho. miłe to i niespotykane w naszym kraju niestety.

Dzień zakonczyliśmy wysłaniem pocztówek, bo kolejne dni zapowiadały się pełne wrażeń i pewnie nie mielibyśmy czasu na pisanie kartek.

 

Dzień 2 - Rethymnon

Obudziłam się wcześnie rano niemogąc się doczekać kiedy wreszcie wyjdziemy z hotelu i będę mogła zobaczyć morze, zobaczyć Rethymnon...

I nareszcie moja ciekawość została zaspokojona :)

Wcześnie rano, morze było cieplutkie :) Powoli na plaży zaczęli pojawiać się inni ludzie i wtedy poczułam się taka.... nieopalona :( 

Po wielkości opalenizny można było rozpoznawać kto dopiero zjawił się na Krecie, a kto już jest dłużej :)

Od naszego hotelu, idąc wzdłuż promenady, było około 3km do centrum miasta. Ruszyliśmy w drogę spragnieni greckich widoków :) Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to plakaty z lokalnymi gwiazdami :) Bardzo specyficzny styl:

Szliśmy bez żadnej mapy - chcieliśmy trafić w przypadkowe miejsca, w których zobaczymy prawdziwe oblicze Krety a nie jej turystyczne szlaki :) Ale i tak wszystkie drogi prowadzą do części zwanej Starym Miastem, czyli tam gdzie jest cała masa wąskich uliczek, które są niesamowicie urokliwe.

Po drodze trafiliśmy też na miejski park. Śliczny. Palmy, bambusy i duuuuużo pięknych kwiatów

Kierowaliśmy się w stronę górującej nad miastem Fortecy. Widać ją z daleka, gdyz jest wybudowana na wzgórzu.

Wstęp 4 euro od osoby. Na odwrocie biletu mapa Fortezzy z opise, dowiadujemy się dzięki niej co jest czym.Jeśli kogoś nie interesują takie miejsca, to mimo wszystko warto tam wejść choćby dla widoku na całe miasto z góry :) Nam do gustu przypadły magazyny -szczególnie ze względu na to, że było tam chłodniej niż na zewnątrz :) Z tej okazji urządziliśmy sobie tam małą sesję zdjęciową.

Po wyjściu z fortecy, kierujemy się do portu. Po drodze mijamy kawiarnię o jakże cudownej nazwie "Melina" :) 

Kolejne urokliwie okwiecone budynki, cudownie wyglądające kawiarnie...

I nareszcie dotarliśmy do portu :)

Przywitała nas tam cała masa tawern, gdzie przy każdej stał jeden z kelnerów i namawiał gorąco do wejścia. Po mienięciu kilku takich miejsc i odmawianiu każdemu z nich zrobiło się to męczące, więc skręcilismy w boczne uliczki i nimi dotarlismy do hotelu.

Wieczorem po kolacji poszliśmy ponownie nad morze. Było już po zachodzie słońca, plaża była puściutka i wokół panowała cisza i spokój....

Dzień 1

Pierwszego dnia nasz kontakt z Kretą ograniczył się do widzenia jej z lotu ptaka, następnie z autobusu, ze zjedzenia pierwszej greckiej kolacji  i pójścia spać :) Plan był taki, że po kolacji idziemy na spacer, ale niestety z reallizacją było trudniej ;)

Sam przelot na trasie Kraków - Heraklion to świetna sprawa! Widoki nieziemskie :) Szkoda tylko, że nasza znajomość geografii nie pozwoliła nam na rozpoznanie wszystkich charakterystycznych miejsc.

Lądowanie w Heraklionie było niesamowite. Wyobraź sobie, że lecisz nad morzem. Coraz niżej i niżej. Ląd po Twojej lewej spory kawałek od Ciebie, a Ty ciągle zbliżasz się do wody... I nagle, ni stąd ni z owąd wyrasta pod samolotem pas startowy :) I już po chwili jesteś na lotnisku im. N. Kazantzakisa w Heraklionie :)

 

Wyjście z samolotu i pierwsza rzeczz jaką odczuwasz stawiając pierwsze kroki na kreteńskiej ziemi to gorąc. Uderzający gorąc. Cudowny gorąc :)

Sprawnie skierowano nas do odpowiedniego autobusu (tu Neckerman spisał się nieźle - nie było zamieszania, wszystko jasno i miło) i po godzinie jazdy byliśmy już w "naszym" Rethymnonie :)

Kreta, Kreta i już po....

Wrócilismy :)

W sumie to - :( - bo wracać się nie chcialo! Kreta jest przecudowna!! Klimat, ludzie, widoki, zapachy, smaki, dźwieki...Kreta działa na wszystkie zmysły :)

Wkrótce pojawi sie relacja, okraszona zdjęciami. Narazie, na zachęte jedno, wakacyjnie-greckie :)

sobota, 28 czerwca 2008
Sztuka kreteńska - ogólnie

Sztuka kreteńska jest inaczej zwana sztuką minojską (mianowana tak przez jej odkrywcę - Arthura Evansa; od imienia Minosa).

Powstała w epoce brązu, około 3000 p.n.e. Dzielimy ją na trzy okresy:

  • wczesnokreteński (wczesnominojski) – od ok. 3000 p.n.e. do ok. 2000 p.n.e.
  • średniokreteński (średniominojski) – od ok. 2000 p.n.e. do ok. 1600 p.n.e.
  • późnokreteński (późnominojski) – od ok. 1600 p.n.e. do 1100 p.n.e.

W sztuce reteńskiej widoczne są powiązania z kulturą starożytnego Wschodu, starożytnego Egiptu.

Najstarsze znaleziska to małe figurki postaci ludzkich wykonywane z gliny, kamienia, czasem kości słoniowej lub muszli. Cechą charakterystyczną tych rzeźb jest dążenie do schematycznego ujęcia postaci. Przypuszcza się, że figurki te były naśladownictwem większych rzeźb wykonywanych z drewna cyprysowego (odnaleziono fragmenty fryzury wykonanej z brązu należące do figury wykonanej z drewna).

Do ciekawych znalezisk tego okresu należy gliniana figurka datowana na ok. 2400 p.n.e., odnaleziona w Myrtos. Jest to naczynie w postaci kobiety dźwigającej dzban. Strój kobiety zdobiony jest motywem geometrycznym przypominającym tkaninę

Warte polecenia jest Muzeum Archeologiczne w Heraklionie oraz obszerny artykuł w Wikipedii :)

 

Mam nadzieję, że po wyprawie będę mogła napisać parę słów więcej i okrasić je zdjęciami :)

 

 

 

 

Co kupić

Wynotowałam sobie z różnych forów co warto kupować na Krecie (w sumie to w całej Grecji):

- miód

- oliwki, oliwa

- pistacje

- zioła i przyprawy

- feta

- herbatniki z zacharoplasteiro (cukierni)

- ouzo

- retsina

- tsikoudia / tsipouro

- warto poszukać ciekawych wyrobów miejscowego rzemiosła - tkactwo i ceramika

Santorini

Podobno to raj na ziemi :)

i ja tego stwierdzenia nie mam zamiaru negować! Poprostu szukam wszelkich "za" i "przeciw", bo nie wiem jeszcze czy decydować się na 3 godzinny rejs (w jedną stronę) z Rethymnonu czy nie... Chodzi głównie o cenę - podobno 100euro od osoby!

Czy raj jest wart tych 100e ?

------------------------------------

Nazwa 

Pierwszą nazwą Santorini było Strongile - Okrągła, później Kalliste - Najpiękniejsza i nareszcie - Thera - ku czci syna Autesiona - Therasa. Nazwa Santorini (Santoryn) jest nowa. Pochodzi od znajdującej się na wyspie cerkwi Świętej Ireny - Santa Rini.

Budowa

Wyspa ukształtowała się z ciekłej lawy wulkanicznej, która wylała się z głebi ziemi, wzniosła ponad powierzchnię morza i utworzyła czerwono-czarną bryłę.

Wielkość

Długoś Santorini od północnego przylądka (Mauropetra) do najdalej na południe wysuniętego przylądka (Eksomitis) wynosi 18km. Szerokość wyspy waha się od 2 do 6km.

piątek, 27 czerwca 2008
Final countdown!

9!

9 dni do wyjazdu, podekscytowanie daje mi się już we znaki. Ciągłe myśli, czy niczego ważnego nie zapomnę zabrać, czy nie pominę czegoś co bardzo chcę zobaczyć, co przywieźć, żeby mieć cudowną pamiątkę, co zjeść, żeby najlepiej poznać smak greckiego jedzenia... itd.... Pytania, na które odpowiedź poznam dopiero za 9 dni...

czwartek, 26 czerwca 2008
Trasy

3 trasy zaplanowane, do tego albo sobotni rejs na Santorini, albo jeden dzień dłużej jeżdżenia i  dlatego muszę sobie coś rezerwowego na ten 4 dzień wynaleźć.

 

Na razie plan wygląda tak:

 1. Rethymnon - Jezioro Kourna - Chania (tylko postój na kawkę) - Elos - Elafonissos - Sfinari - Kissamos - Chania (wieczorne zwiedzanie - jeśli będziemy mieć siłę) - Rethymnon

2. Rethymnon - Heraklion - Knossos - Cretaquarium - Malia - Rethymnon

3. Rethymnon - Preveli - Kissos - Timbaki - Matala - Gortyna - i powrót do Rethymnonu przez okolicę Heraklionu 

4 - rezerwa - Chania - dokładne zwiedzanie + Falasarna

 

Chcemy wynająć Suzuki Jimmy - żeby sobie poradzić na szutrowych odcinkach dróg i na górskich serpentynach.

Myślę, że w pierwszy dzień (no... w sumie to wieczór będzie już jak przylecimy), po zakwaterowaniu pójdziemy na długi spacer po nocnym Rethymnonie. Następnego dnia obejrzymy go w dziennym świetle i poleżymy sobie na plaży. Od wtorku weźmiemy auto na te 3 lub 4 dni - no i w zależności od tego ile ich będzie to sobotę spędzimy albo na plażowaniu albo na rejsie na Santorini :) (ze wskazaniem na to drugie)

Ja już tam jestem myślami :)

poniedziałek, 09 czerwca 2008
27 :)

27 dni do wyjazdu!!! Baaaaardzo się cieszę, że to już tak niedługo :)

Dzisiaj będąc w EMPiKu kupiliśmy mapę samochodową Krety, muszę naniesc na nią nasze trzy trasy, które koniecznie musimy zrobic. Plan dokladny juz mam - wrzuce go tu jeszcze przed wyjazdem.

A po wyjezdzie dam napiszę czy udało się plan zrealizować :)

czwartek, 05 czerwca 2008
Wypożyczenie samochodu...

... to nie taka łatwa sprawa jak by się mogło wydawać.

Nie dość, że trzeba znaleźć najkorzystniejszą ofertę, to jeszcze trzeba koniecznie zwrócić uwagę na zapisy w umowie. Czytam wypowiedzi osób wypożyczających auta dla siebie i zebrałam paręważnych rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę:

- brak limitu kilometrow

- ubezpieczenie kol i podwozia

- drugi kierowca (lub nawet 3)

- ubezpieczenie bez udzialu wlasnego

 

A dla kierowców jeszcze taka przestroga - LINK

 

wtorek, 03 czerwca 2008
Malia

Pewnie w dodze do Heraklionu trzeba będzie zahaczyć o miejscowość MALIA.

A co tam chcę zobaczyć? To wyjaśnia poniższy opis znaleziony w internecie:

"Dla osób chcących dowiedzieć się czegoś więcej o kulturze minojskiej, niewątpliwą atrakcją będzie zwiedzanie pałacu w Malii. Pałac jest oddalony o jakieś 40 minut drogi pieszo od centrum. To niezwykle miejsce, w którym można odczuć atmosferę antycznej cywilizacji . zaklętej w licznie występujących tu starożytnich monumentalnych budowlach i posągach. "

 

Warto też podkreślić to, że znajdują się tam piaszczyste plaże! O takie: :)

 

czwartek, 29 maja 2008
Śladami Hipisów

:)

wpis z kategori: Chcę tam być i już.

Czyli Preveli i Matala :)

 

Konkretnego planu brak - nie wiem jak, nie wiem kiedy, nie wiem co przy okazji ani co po drodze. Ba. Ani nawet którędy ta droga!

Przypuszczam, że to będą dwie odrębne wycieczki - muszę przeszukać opisy w necie. Na pewno ktoś opisał drogę na tyle dokładnie, że będe mogła coś wybrać :)

 

środa, 28 maja 2008
Zmiany zmiany

Plan się odrobinę zmianił - jedziemy tylko na tydzień :(

Ale ważne, że wogóle jedziemy! :)

 

Na liście "Musimy zobaczyć" jest plan na wycieczkę nr 1:

 

- Heraklion zwiedzanie miasta + Muzeum Archeologiczne - Knossos - Cretaquarium

 

na pewno chcemy zobaczyc też Elafonissi, Chanie no i of course Rethymnon, w którym będziemy mieszkać :)

Ciągle zastanawiam się nad Samarią - ale to pewnie zdecydujemy już na miejscu.

 

Dni do wyjazdu coraz mniej. Przygotowania powoli do przodu się posuwają. A ja coraz bardziej nie mogę się doczekać!

sobota, 26 kwietnia 2008
Cretaquarium czyli Akwarium Kreteńskie

Cretaquarium to największe akwarium nad morzem Śródziemnym.

Do odwiedzenia tego miejsca zachęcają już same liczby:

  • 1,6 mln m3 wody
  • 32 ogromne akwaria
  • 2500 organizmów żywych
  • 200 gatunków morskich stworzeń

Opis wraz ze zdjęciami znalazłam TUTAJ. Autor opisuje swoje wrażenia słowami "Za 8 EUR od osoby [znając ceny za zwiedzanie w różnych innych częściach Krety spodziewaliśmy się wejścia za conajmniej 15 EUR] zobaczyliśmy chyba największy, najbardziej profesjonalny, najobszerniej przygotowany ośrodek edukacyjno - rozrywkowy jaki w życiu widzieliśmy. Coś niesamowitego!"

Warto też odwiedzić stronę Thalassocosmos (w języku angielskim)

I tym sposobem Cretaquarium ląduje na mojej liście miejsc koniecznych do odwiedzenia!

wtorek, 22 kwietnia 2008
Kreteńskie opowieści

... czyli znalazłam kolejną, wartą poczytania stronę :) Relacja z wyprawy w 2002 roku - POLECAM!!

 Stronka TU

 

 
1 , 2